Rozdział 4: Powrór do kochanego domu
Jechałam na lotnisko... Tak to była dobra decyzja. Zadzwonię do
mamy:
-No cześć mamo...
-Cześć kochanie. Wyczuwam w twoim głosie coś dziwnego. Co się
stało?
-Wracam do domu
-Co? Tak szybko?
-Tak tak szybko
-Ale co się stało?
-Nie czuję się dobrze u babci no i... tyle
-Aha a o której mam być na lotnisku?
-O 17. Powiedz Karolinie i Maciejowi ^^
-Dobrze. Na razie.
-Pa!
Dojechałam. Teraz poczekam jakieś 20 minutek i zacznie się odprawa.
Wymienili moję imię Belinay Ann Hudgens. Głośno przełkłam ślinę i
poszłm. To mój czas... czas na mnie. Po odprawie spokojnie wsiadłam
do samolotu. Od razu zasnęłam. Byłam strasznie wyczerpana.
Doleciałam o 17. Mama już na mnie czekała. Byłam przeszczęśliwa
że KTOŚ za mną czekał^^. Wysiadłam oraz wzięłam swoją walizkę.
Oooo... kogo ja widzę? To Maciuś <3 i Karolina :*. Jak ja ich lubię.
Doszłam do mamy pogadałam z nią i poszłam do moich kumpli.
-Siemka! Co u was -zapytałam
-Spoczko -odpowiedział Maciuś <3
-A u ciebie Kara? -zapytałam Karolinę
-Nom... dobrze -odpowiedziała
-Belinay mogę na chwilkę? -zapytał mnie Maciej
-No jasne ^^
Odeszliśmy na chwilkę w kąt lotniska.
-Bo ja... -zaczął się jąkać
-No powiedz nie wstydź się ;)
-No dobra. Bo ja się w tobie zakochałem
-Wiesz co bo ja w tobie też :)
-To dobrze się składa. Czy chcesz być moją dziewczyną?
-Tak! Tak! Tak! -to mnie strasznie ucieszyło :*
Pocałowej mnie z początku delikatnie a potem bardziej namiętnie.
To mi się w nim podobało, niegrzeczny chłopiec ;*. Kilka minut
puźniej wróciliśmy do jego siostry Karoliny. Ona już z uśmiechem na
nas czekała jakby wiedziała co się stało ;).
I CO JAK WAM SIĘ PODOBA 4 ROZDZIAŁ ;D
You never know ;)
niedziela, 7 lipca 2013
piątek, 5 lipca 2013
You never know 3
Rozdział 3: Dom babci i...
No doszłam po 30 minutach wypytywania o adres. Okazało się że to
było trochę, nom może bardzo daleko. Poszłam do kantora i
wyminiłam kasę na euro. Chmmm... u babci pali się światło tylko
w pokoju na piętrze. To trochę podejrzane. Dzwonię do drzwi.
Słyszę powolne kroki...
-Ach to ty...
-No a jak babciu
-Nie mogłaś puźniej?
-Wydaje mi się czy coś ukrywasz?
-Nie tylko...
-A może jednak?
-A z resztą nie muszę ci się tłumaczyć.
-Nom... chyba nie
-No wejdź nie stój tak na tym zimnie.
Weszłam w tym domu nic a nic się nie zmieniło. Tylko było tu tak
pusto... Wcześniej były tu 3 koty i pies. Zapytam ją o nie.
-Babciu?
-No no no kolejne pytanie?
-Gdzie masz te 3 koty i psa?
-W schronisku a gdzie?
-Czemu...?
-Bo nie miałam na nie czasu
-Co ?!
-To
-Kiedś byłaś inna...
-Ludzie się zmieniają
Nagle doszedł do nas jakiś mężczyzna.
-Siemka a to co za dziewka...?
-Moja wnuczna...- powiedziała z ironią
-Witam pana
-Nom jaka ładniuia...
-Wiem ma to po mnie
-Hahahahaha po tobie...? Chyba raczej po mamie- tu mnie poniosło
-Odzywaj się do babci z szacunkiem!
-Hm... A kim ty właściwie jesteś...?
-Ja narzeczonym twojej babuni
-Aha- to już był cios poniżej pasa...
Zakończyłam rozmowę. Ten pan pokazał mi mój pokój.
Czułam się w nim tak nieswojo... tak dziwnie. Może jednak jutro
wrócę do domu... Rozpakowałam się, poszłam pod prysznic i
umyłam moje ciało żelem arbuzowym. Wysuszyłam się, przebrałam
się w dresy i poszłam spać.
Wstałam o 8;30 otworzyłam laptopa i zakupiłam bilet.
Czekałam 5 minut aż się wydrukuje. Już o 10 mam lot. W pośpiechu
zjadłam śniadanie, zostawiłam list pożegnalny i czym prędzej
wybiegłam z domu. Wsiadłam w taksówkę powiedziałam przemiłej
pani gdzie chcę pojechać oraz zapłaciłam 20 euro.
No doszłam po 30 minutach wypytywania o adres. Okazało się że to
było trochę, nom może bardzo daleko. Poszłam do kantora i
wyminiłam kasę na euro. Chmmm... u babci pali się światło tylko
w pokoju na piętrze. To trochę podejrzane. Dzwonię do drzwi.
Słyszę powolne kroki...
-Ach to ty...
-No a jak babciu
-Nie mogłaś puźniej?
-Wydaje mi się czy coś ukrywasz?
-Nie tylko...
-A może jednak?
-A z resztą nie muszę ci się tłumaczyć.
-Nom... chyba nie
-No wejdź nie stój tak na tym zimnie.
Weszłam w tym domu nic a nic się nie zmieniło. Tylko było tu tak
pusto... Wcześniej były tu 3 koty i pies. Zapytam ją o nie.
-Babciu?
-No no no kolejne pytanie?
-Gdzie masz te 3 koty i psa?
-W schronisku a gdzie?
-Czemu...?
-Bo nie miałam na nie czasu
-Co ?!
-To
-Kiedś byłaś inna...
-Ludzie się zmieniają
Nagle doszedł do nas jakiś mężczyzna.
-Siemka a to co za dziewka...?
-Moja wnuczna...- powiedziała z ironią
-Witam pana
-Nom jaka ładniuia...
-Wiem ma to po mnie
-Hahahahaha po tobie...? Chyba raczej po mamie- tu mnie poniosło
-Odzywaj się do babci z szacunkiem!
-Hm... A kim ty właściwie jesteś...?
-Ja narzeczonym twojej babuni
-Aha- to już był cios poniżej pasa...
Zakończyłam rozmowę. Ten pan pokazał mi mój pokój.
Czułam się w nim tak nieswojo... tak dziwnie. Może jednak jutro
wrócę do domu... Rozpakowałam się, poszłam pod prysznic i
umyłam moje ciało żelem arbuzowym. Wysuszyłam się, przebrałam
się w dresy i poszłam spać.
Wstałam o 8;30 otworzyłam laptopa i zakupiłam bilet.
Czekałam 5 minut aż się wydrukuje. Już o 10 mam lot. W pośpiechu
zjadłam śniadanie, zostawiłam list pożegnalny i czym prędzej
wybiegłam z domu. Wsiadłam w taksówkę powiedziałam przemiłej
pani gdzie chcę pojechać oraz zapłaciłam 20 euro.
I JAK WAM SIĘ TO PODOBA ???
czwartek, 4 lipca 2013
You never know 2
Rozdział 2: Samolot, kradzież i Norwegia
Weszłam do samolotu, zajęłam swoje miejsce. Mój fotel to 24B.
Za 10 godzin dolecę do mojej babuni. Ostatni raz ją widziałam 5 lat
temu. Włączyłam MP3 i słuchałam muzyki Justina Biebera.
Uwielbiam go... Czas leciał i leciał nie chciał szybko minąć.
Nagle ktoś obok mnie usiadł. Jakiś facet... podejrzewam że ma 26 lat.
Okej ja wysiadam bo zostało jeszcze 6 godzin... Obudził mnie czyjś
głos że mamy zapiąć pasy bo zaczynamy lądować. O nie gdzie jest
moja torebka?! On musiał mi ją ukraść. Szybko podbiegłam do
tego gościa i oskarżyłam go o kradzież torebki. Jego dziewczyna
oddała mi torebkę. Czy to jakiś świr? Zaczęła na niego krzyczeć i
robić mu awantury bo mówił jej że kupił ją. No co za debil...
Wróciłam na swoje miejsce i 2 godziny puźniej wylądowaliśmy.
Nigdzie nie było śladu mojej babci... Gdzie ona jest?!
A może zapomniała? Może coś jej się stało? A może... hm...
zapomniała? Nawet nie wiem gdzie ona mieszka i nie mam
do niej numeru... Zadzwonię do rodziców.
-Mamo wyślij mi sms'em numer babci
-A co się stało kochanie?
-Bo ona po prostu nie przyszła po mnie a ja...
-Tak wiem nie wiesz gdzie mieszka
-No właśnie to wyślesz?
-Okej
-Dobra dzięki papa
-Nom pa
Okej mama mi zaraz wyślę numer do babuni... Minęło 5 minut i nie wysłała.
-No mamo czemu mi nie wysłałaś?
-Ops... sorka mała wpadka już już.
-No.
I się rozłączyłam. Jest! Jest! Wysłała! Dzwonię do babci.
-Cześć babciu zapomniałaś po mnie perzyjść na lotnisko
-Ojojoj... przepraszam jestem zajęta nie mogę...
-No ale babciu...
-No przepraszam wnusiu mam gości...
-Babciu to gdzie ja mam się podziać?
-No nie wiem kochana
-Mam tak na lotnisku spać?!
-Nie! A masz tu jakieś koleżaneczki?
-Mam 2 ale nie wiem gdzie mieszkają
-O kur*a! No to nie wiem co zrobisz...
-Babciu nie klnij tylko pomóż proszę...
-No dobra przyjedź na ten adres; Willson Way 6/2
-Dobra będę za jakieś pół godziny pieszo...
-Nie masz kasy na autostopa?!
-No mam jakieś 20zł
-Oh... euro nie masz?!
-No zapomniałam zmienić...
-Dobra kończę pa!
I znów zostałam sama...
Weszłam do samolotu, zajęłam swoje miejsce. Mój fotel to 24B.
Za 10 godzin dolecę do mojej babuni. Ostatni raz ją widziałam 5 lat
temu. Włączyłam MP3 i słuchałam muzyki Justina Biebera.
Uwielbiam go... Czas leciał i leciał nie chciał szybko minąć.
Nagle ktoś obok mnie usiadł. Jakiś facet... podejrzewam że ma 26 lat.
Okej ja wysiadam bo zostało jeszcze 6 godzin... Obudził mnie czyjś
głos że mamy zapiąć pasy bo zaczynamy lądować. O nie gdzie jest
moja torebka?! On musiał mi ją ukraść. Szybko podbiegłam do
tego gościa i oskarżyłam go o kradzież torebki. Jego dziewczyna
oddała mi torebkę. Czy to jakiś świr? Zaczęła na niego krzyczeć i
robić mu awantury bo mówił jej że kupił ją. No co za debil...
Wróciłam na swoje miejsce i 2 godziny puźniej wylądowaliśmy.
Nigdzie nie było śladu mojej babci... Gdzie ona jest?!
A może zapomniała? Może coś jej się stało? A może... hm...
zapomniała? Nawet nie wiem gdzie ona mieszka i nie mam
do niej numeru... Zadzwonię do rodziców.
-Mamo wyślij mi sms'em numer babci
-A co się stało kochanie?
-Bo ona po prostu nie przyszła po mnie a ja...
-Tak wiem nie wiesz gdzie mieszka
-No właśnie to wyślesz?
-Okej
-Dobra dzięki papa
-Nom pa
Okej mama mi zaraz wyślę numer do babuni... Minęło 5 minut i nie wysłała.
-No mamo czemu mi nie wysłałaś?
-Ops... sorka mała wpadka już już.
-No.
I się rozłączyłam. Jest! Jest! Wysłała! Dzwonię do babci.
-Cześć babciu zapomniałaś po mnie perzyjść na lotnisko
-Ojojoj... przepraszam jestem zajęta nie mogę...
-No ale babciu...
-No przepraszam wnusiu mam gości...
-Babciu to gdzie ja mam się podziać?
-No nie wiem kochana
-Mam tak na lotnisku spać?!
-Nie! A masz tu jakieś koleżaneczki?
-Mam 2 ale nie wiem gdzie mieszkają
-O kur*a! No to nie wiem co zrobisz...
-Babciu nie klnij tylko pomóż proszę...
-No dobra przyjedź na ten adres; Willson Way 6/2
-Dobra będę za jakieś pół godziny pieszo...
-Nie masz kasy na autostopa?!
-No mam jakieś 20zł
-Oh... euro nie masz?!
-No zapomniałam zmienić...
-Dobra kończę pa!
I znów zostałam sama...
środa, 3 lipca 2013
You never know 1
Rozdział 1: A miało być wspaniale
Wróciłam ze szkoły, rozejrzałam się a tam...
biała suknia. Co jest grane ? A więc moja siostra Kasia dzisisiaj
bierze ślób. Mnie nie zaprosiła bo wychodzi za mąż za bogacza.
Nareszcie Kasia pojechała bryczką pod kościół. Zaproszę Macieja,
Karolinę, Natalię oraz drógą Natalię. Zatem, do roboty. Zacznę
od zaproszenia ich. Okej wszyscy zaproszeni i przyjdą. Teraz
czas wybrać muzykę, przebrać się, posprzątać i kupić słodycze.
Gotowe, teraz puszczę muzykę i poczekam. Po pierwszym utworze
zjawili się. Bawiliśmy się świetnie do wtedy kiedy zadzwonił
dzwonek. Podeszliśmy wszyscy do drzwi a tam jakiś list...
Otworzyliśmy go a w nim..:
Mamy twoją Kasię, rządamy za nią
20000 złotych, lub ona zginie.
Masz czas do tego piątku !
Mafia
Kurczę co by tu zrobić? Przecież ona jechała na ślub... Nie wiem co
o tym myśleć... A może to tylko dla zwały... Okej ja z nimi pogadam
i pujdę spać. Nudzę się nie mogę spać z myślą że moja siostra
jest uprowadzona. Boję się, rodziców nadal nie ma... Włączę TV,
nic ciekawego... I tak właśnie odpłynęłam w krainę snów...
Zbudził mnie rano trzask drzwi. Ubrałam się i zeszłam na dół
a tam moi rodzice stali ciągle płacząc... Wypytywali mnie czy
na pewno pojechała bryczką pod kościół. A ja to potwierdziłam.
Ciekawe co ten bogacz o tym myśli... Możę się cieszy..? A może rozpacza..?
Dobra ja mam tej sprawy dość..! Wyjerzdżam do babci, która mieszka
w Norwegii. Tam bynajmniej będę miała spokój i swą swobodę.
Zadzwonię tylko do Karoliny, Macieja, Natali oraz Natalii.
Wszyscy będą za mną tensknić... Trudno że ich zostawiam...
A może powinnam zostać..? Pakuję się wybiła 1;00. Za chwilkę pójdę
spać do krainy przepięknych snów. A może tych gorszych...
Mniejsza o to... I już odpłynęłam. Wstałam około 7;50 i poszłam do
łazienki. Wsystko było tam rozwalone jakby huragan przeszedł.
Za 3 godziny odlatuję... Babcia została powiadomiona, a rodzice,
zadowoleni że się w to nie chcę mieszać. Ubrałam się, wyszykowałam,
uczesałam i najadłam zostałam odprowadzona na lotnisko...
Oooo... kogo ja widzę to Karolina i Maciej przyszli się ze mną pożegnać.
Już wybiła 11;00 i za pół godziny czas na odprawę... Czy ja
naprawdę tego chcę..? Tego nie wiem. Pocałowałam Macieja w
policzek tak samo jak Karolinę. Jeszcze pujdę do automatu
kupić coca-colę. Otworzyłam ją a tam na puszcę napis;
KOCHAM... Czy to jakaś wróżba? Już 10 minut zostało do odprawy.
Wymieniają osoby żeby powoli zaczęli się ustawiać. Ja chcę wziąć ze
sobą Macieja i Karę. No cóż życie dalej biegnie, nie zawsze tak
jak chcemy... Wspólnej drogi dobiegł już kres... Moja odprawa
zaczęła się. Sprawdzili mnie i moją torbę i przeszłam przez bramki.
Nagle w moich oczach znalazły się łzy które koniecznie chciały
wyjść na wierzch i tak sobie spływać...
Wróciłam ze szkoły, rozejrzałam się a tam...
biała suknia. Co jest grane ? A więc moja siostra Kasia dzisisiaj
bierze ślób. Mnie nie zaprosiła bo wychodzi za mąż za bogacza.
Nareszcie Kasia pojechała bryczką pod kościół. Zaproszę Macieja,
Karolinę, Natalię oraz drógą Natalię. Zatem, do roboty. Zacznę
od zaproszenia ich. Okej wszyscy zaproszeni i przyjdą. Teraz
czas wybrać muzykę, przebrać się, posprzątać i kupić słodycze.
Gotowe, teraz puszczę muzykę i poczekam. Po pierwszym utworze
zjawili się. Bawiliśmy się świetnie do wtedy kiedy zadzwonił
dzwonek. Podeszliśmy wszyscy do drzwi a tam jakiś list...
Otworzyliśmy go a w nim..:
Mamy twoją Kasię, rządamy za nią
20000 złotych, lub ona zginie.
Masz czas do tego piątku !
Mafia
Kurczę co by tu zrobić? Przecież ona jechała na ślub... Nie wiem co
o tym myśleć... A może to tylko dla zwały... Okej ja z nimi pogadam
i pujdę spać. Nudzę się nie mogę spać z myślą że moja siostra
jest uprowadzona. Boję się, rodziców nadal nie ma... Włączę TV,
nic ciekawego... I tak właśnie odpłynęłam w krainę snów...
Zbudził mnie rano trzask drzwi. Ubrałam się i zeszłam na dół
a tam moi rodzice stali ciągle płacząc... Wypytywali mnie czy
na pewno pojechała bryczką pod kościół. A ja to potwierdziłam.
Ciekawe co ten bogacz o tym myśli... Możę się cieszy..? A może rozpacza..?
Dobra ja mam tej sprawy dość..! Wyjerzdżam do babci, która mieszka
w Norwegii. Tam bynajmniej będę miała spokój i swą swobodę.
Zadzwonię tylko do Karoliny, Macieja, Natali oraz Natalii.
Wszyscy będą za mną tensknić... Trudno że ich zostawiam...
A może powinnam zostać..? Pakuję się wybiła 1;00. Za chwilkę pójdę
spać do krainy przepięknych snów. A może tych gorszych...
Mniejsza o to... I już odpłynęłam. Wstałam około 7;50 i poszłam do
łazienki. Wsystko było tam rozwalone jakby huragan przeszedł.
Za 3 godziny odlatuję... Babcia została powiadomiona, a rodzice,
zadowoleni że się w to nie chcę mieszać. Ubrałam się, wyszykowałam,
uczesałam i najadłam zostałam odprowadzona na lotnisko...
Oooo... kogo ja widzę to Karolina i Maciej przyszli się ze mną pożegnać.
Już wybiła 11;00 i za pół godziny czas na odprawę... Czy ja
naprawdę tego chcę..? Tego nie wiem. Pocałowałam Macieja w
policzek tak samo jak Karolinę. Jeszcze pujdę do automatu
kupić coca-colę. Otworzyłam ją a tam na puszcę napis;
KOCHAM... Czy to jakaś wróżba? Już 10 minut zostało do odprawy.
Wymieniają osoby żeby powoli zaczęli się ustawiać. Ja chcę wziąć ze
sobą Macieja i Karę. No cóż życie dalej biegnie, nie zawsze tak
jak chcemy... Wspólnej drogi dobiegł już kres... Moja odprawa
zaczęła się. Sprawdzili mnie i moją torbę i przeszłam przez bramki.
Nagle w moich oczach znalazły się łzy które koniecznie chciały
wyjść na wierzch i tak sobie spływać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)